Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 25th, 2012

Są kłopoty z Proustem, choćby z racji objętości dzieła. Co tu ukrywać: „W poszukiwaniu straconego czasu” jest to jednak 7 tomów dość gęstej prozy. Jak więc czytać?

Koniecznie – jednym ciągiem, nie spiesząc się, zmierzając do ogarnięcia całości, nierzadko powracając do przeczytanych już fragmentów. Taka lektura zabiera mniej więcej miesiąc – twierdzi Jan Tomkowski w swojej „Literaturze powszechnej…”. Mniej więcej miesiąc, a więc jest to propozycja na urlop z Proustem. Albo trzeba znaleźć inną metodę czytania.

Niegdyś czytanie Prousta było o tyle kłopotliwe, że wydawnictwo „Rój” podzieliło pierwodruk tłumaczenia na części, numerując je m.in. gwiazdkami, i łącząc w jednym woluminie fragmenty różnych tomów. Efekt tego był taki, jak na tej reprodukcji:

W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3, Strona Guermantes. Cz. druga części drugiej (o tym informują gwiazdki) plus część pierwsza Sodomy i Gomory, czyli tomu czwartego całości. Proste i nieskomplikowane. Pełny opis tego tomu w naszym katalogu >>>>

„W poszukiwaniu straconego czasu” kojarzy się zwykle z dorobkiem translatorskim Tadeusza Boya Żeleńskiego, który jednak przełożył tylko 5 tomów z siedmiu. Tom 7. to przekład Juliana Rogozińskiego, natomiast tomu 6. mamy dwa spolszczenia: „Nie ma Albertyny” Macieja Żurowskiego i nowsze, z 2001 r., Magdaleny Tulli, która tej części dała tytuł „Utracona”.

Uwagę zainteresowanych zwracamy na dwa numery „Literatury Na świecie”. Proustowski numer 1-2/98 – tam m.in. próbki innych tłumaczeń, w tym Krystyny Radowskiej „W poszukiwaniu utraconego [tak!] czasu”. Natomiast w numerze 7-8/99 ciekawy szkic Edmunda Wihte’a „Proust”.

Oprac. Antoni Bojanowski


www.bibliosfera.olesno.pl

Reklamy

Read Full Post »