Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2013

Noc z Tuwimem

OLESKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA ZAPRASZA NA NOC Z TUWIMEM – 10 MAJA 2013 OD 20.00 DO 22.00. W programie: Gry, zabawy, kalambury itd.

A tak było rok temu:


tydzien2013

www.bibliosfera.olesno.pl

Reklamy

Read Full Post »

W książce odnajdujemy ten dawny świat, świat anachroniczny dla dzisiejszego młodego pokolenia, po trosze już zapominany przez pokolenie starsze, znające go z autopsji. Świat odmienny od współczesności, praktycznie we wszystkich aspektach.
Na stronach Instytutu Książki Gabriela Kansik z oleskiego Dyskusyjnego Klub Książki recenzuje „Dobre dziecko” Romy Ligockiej.

Roma Ligocka: Dobre dziecko

„Przeszłość zachowana w pamięci staje się częścią teraźniejszości”
Tadeusz Kotarbiński

Najnowsza powieść autorki ukazała się w 2012 r. Utwór, który skłania do refleksji, pobudza do dyskusji, pozostaje w pamięci. To rzecz o córce i matce, o czasie dorastania, dojrzewania. O czasie trudnym dla młodziutkiej dziewczyny. Scharakteryzować trzeba by ten okres jako czas zwątpienia i niepewności, czas niewiary w siebie, w dorosłych, we własne sądy. Ale dorastanie to okres trudny także dla najbliższych, w fabule powieściowej – dla matki głównej bohaterki i narratorki jednocześnie. Okres niewiary we własne metody wychowawcze, siłę przekonywania, przykład własnego życia. Porusza więc autorka w swej powieści sprawy trudne w każdym czasie i każdej rzeczywistości. Wchodzenie w dorosłość dziecka jest przeżyciem traumatycznym dla całej rodziny: matki, a także bliższych i dalszych krewnych. Wtedy ranić siebie nawzajem jest bardzo łatwo, wtedy oczekiwania względem siebie są często wręcz niemożliwe do spełnienia, wtedy najczęściej dochodzi do konfliktów i nieporozumień.  A jakoś trzeba ten czas przeżyć…

Dla mnie frapujące w tej książce jest jednak jeszcze coś innego. Wydarzenia rozgrywają się w latach pięćdziesiątych wieku dwudziestego, retrospektywnie przenosimy się w czasy drugiej wojny światowej, a pamiętnik babci narratorki ukazuje końcówkę lat dwudziestych. I w książce odnajdujemy ten dawny świat, świat anachroniczny dla dzisiejszego młodego pokolenia, po trosze już zapominany przez pokolenie starsze, znające go z autopsji. Świat odmienny od współczesności, praktycznie we wszystkich aspektach. Odmalowuje realia życia tamtych czasów, odmienną od współczesnej obyczajowość, inny niż dzisiaj sposób myślenia ludzi żyjących w tamtej rzeczywistości. I to jest niezwykle zajmujące.

W pamiętniku babci ze strony matki narratorki poznajemy świat przedwojenny i codzienne życie bogatej żydowskiej rodziny. Są to czasy, gdy głową rodziny jest mąż i ojciec, a kobieta pozostaje „przy mężu”, prowadzi mu dom, wychowuje dzieci, zajmuje się służbą. Czasy, gdy ważnym jest wydawanie dyspozycji do podawania posiłków, ciekawe przepisy kulinarne stają się bogactwem kobiety, a wyjazd z dziećmi do kurortu, najlepiej nad morze bądź w góry dla „powietrza”, interesującą odmianą w życiu. Czasy bywania i organizowania przyjęć i rautów, spacerów w modnych miejscach miasta dla pokazania się, wielkich balów i skromniejszych potańcówek, by młodzi mogli się poznać, a starsi poplotkować. Ciekawy świat hołdujący tradycji, czerpiący z przeszłości, jasno widzący przyszłość.

Czas wojny… Ukazywany jest w powieści niejako przy okazji, we wspomnieniu, w nagłym przebłysku świadomości. A jednocześnie stale jest obecny, odczuwamy go w powojennym życiu codziennym bohaterów.  Główna bohaterka pochodzi z rodziny żydowskiej. Przeżyła wojnę i horror holocaustu. I choć była wtedy małym dzieckiem, doskonale pamięta nawet teraz, już po wojnie, stale towarzyszący jej strach przed śmiercią, długie nużące godziny spędzone na ukrywaniu się, nieustanną konieczność zachowywania milczenia, wreszcie woreczek z trucizną, którą trzeba byłoby zażyć, gdyby mama tak kazała… Nic dziwnego, że jeszcze kilka i kilkanaście lat po wojnie tę niewinną ofiarę wojny nawiedzają nocne koszmary, które przywołują grozę tamtych strasznych dni.

I wreszcie czasy powojenne. Narratorka jest nastolatką, żydówką, która bardziej chce mieć choinkę w domu niż świętować Jom Kippur, a w szkole jej ulubionymi przedmiotami są język polski i religia. W powieści ukazana jest jej historia, ale także historia pokolenia, które przeżyło koszmar wojny, pokolenia, które przeżyło holocaust, pokolenia, które pragnęło na nowo odnaleźć swoje człowieczeństwo. Trudne to były lata, te lata zaraz po wojnie i troszkę później…  bieda, kolejki w sklepach, zdobywanie towarów, czas darów UNRRY, paczek z zagranicznymi towarami niemalże jak z kosmosu. Czas, gdy wszystko trzeba było załatwiać – mieszkanie samodzielne, bez nakazanych sublokatorów, żywność, tę podstawową z tzw. kartek i tę bardziej luksusową ze wsi od pokątnych handlarzy czy z pchlich targów z zagranicznym towarem, pracę, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Czas, gdy można było zostać aresztowanym nie wiadomo za co, gdy najbliżsi nie wiedzieli, gdzie aresztowana osoba przebywa ani o co jest oskarżona. Czas, gdy nie można było swobodnie wyjechać za granicę kraju. Podania o wyjazd, odmowy, pozwolenia, wizy na pobyt czasowy, inwigilacje rodziny… Wstrząsający jest obraz opisany w książce. 15-letnie dziewczę otrzymuje wezwanie do stawienia się w Urzędzie Bezpieczeństwa, by złożyć doniesienie na własną matkę, która legalnie wyjechała na trzymiesięczny pobyt do Austrii. To się w głowie nie mieści. Dzisiaj, gdy podróże stały się częścią codzienności, a wielką „niesprawiedliwością” jest konieczność załatwiania wizy na wyjazd do USA! No cóż, odmienna rzeczywistość – powie ktoś. Ano tak. To były przecież czasy stalinizmu, budowania socjalizmu, obrachunków z czasem wojny…

Roma Ligocka: Dobre dzieckoOdmienna od dzisiejszej była obyczajowość tamtej epoki. Wydarzenia rozgrywają się w Krakowie, nie prowincjonalnej mieścinie, ale mieście pretendującym do rangi przewodnika w świecie kultury i nauki… Jednak romans z żonatym mężczyzną skazywał kobietę, ba! całą jej rodzinę, na obmowę, plotki, ostracyzm towarzyski. Jakżeż to odmienne od współczesnej doby wolności seksualnej, rozwodów i niezalegalizowanych związków! Młoda wdowa nawiązała romans z żonatym mężczyzną i cierpi, bo jej ukochany, notabene były więzień kilku obozów koncentracyjnych pragnący odnaleźć w życiu trochę miłości, nie chce odejść od niekochanej żony i dziecka. Cierpi nie tylko kobieta, cierpi również jej córka, z którą koleżanki nie chcą utrzymywać kontaktów, bo zabraniają im tego ich rodzice. Nie twierdzę, że obecnie dzieci rozwiedzionych, samotnych rodziców nawiązujących nowe związki nie cierpią, ale nikt nie wytyka ich palcami, nikt nie karze ich za winy rodziców. Jeszcze inna bulwersująca scena w książce. Czasy już późniejsze, bohaterka zdaje maturę i tuż przed otrzymaniem świadectwa dojrzałości do szkoły dociera anonimowy list, w którym ktoś pisze, że absolwentka nie zasługuje na to świadectwo. Dyrekcja szkoły nie ignoruje listu, wzywa młodą dziewczynę do szkoły, przeprowadza z nią rozmowę, ostatecznie wręcza jej świadectwo, ale na osobności, niemalże w ukryciu, wstydliwie… Nie do uwierzenia. Dzisiaj niemożliwe. A metody wychowawcze… Jakże odmienne od współcześnie propagowanych. Przede wszystkim dziecko musiało być posłuszne rodzicom i nauczycielom, w ogóle dorosłym. Nie miało prawa do własnego zdania, musiało wykonywać autorytatywnie wydawane polecenia. Z dzieckiem się nie rozmawiało. Nawet o sprawach dlań ważnych. Sprawy dorosłych były ich sprawami, dziecko miało zająć się swoimi sprawami. Dzieci się nie uświadamiało. O sprawach płci dziecko nastoletnie nie wiedziało prawie nic, tyle co pokątnie koleżanki wyszeptały na przerwach w szkole. Dziecko traktowane było z góry, dorośli decydowali, co dla dziecka jest dobre. I następna odrażająca, wstrząsająca scena z książki… Młodą nastolatkę doświadczona pani pedagog pragnie zmusić do jedzenia. Rozbiera ją więc przed grupą rówieśników, demonstrując, jaka jest chuda, narażając na ośmieszenie i drwiny. Znów nie do pomyślenia dzisiaj, gdy o anoreksji słyszeli wszyscy, a każde dziecko rozumie, że nie wolno deptać jego godności osobistej.

I tak można by było mnożyć kolejne przykłady fascynującej rzeczywistości obcego dla współczesności świata. A gdy uświadomić sobie, iż ten obcy świat to wcale nie taka znowu odległa przeszłość (nie minęło przecież nawet sto lat od najdawniejszych wydarzeń ukazanych w książce), to tym bardziej zadziwia pęd życia i zmiana sposobu myślenia człowieka. I dobrze się stało, że Roma Ligocka ten świat, to minione życie przywołuje. Trzeba pamiętać, by nie popełniać znanych już błędów, trzeba wiedzieć, by unikać błędów innych, trzeba czuwać, by nie trzeba było cierpieć… Ażeby pamiętać, trzeba przypominać. Często…

Pierwszoosobowa narracja jest bardzo sugestywna, książkę czyta się jednym tchem. Czasami tylko trzeba odetchnąć, bo ładunek emocjonalny, który przynoszą kolejne stronice, jest zbyt wielki, a napięcie zbyt wysokie… Na pewno po tę książkę warto sięgnąć. Jest wstrząsająca, uczy, zachęca do zastanowienia… Polecam.

Gabriela Kansik
Dyskusyjny Klub Książki
Oleska Biblioteka Publiczna

Recenzja na stronach Instytutu Książki>>>

Książka w naszym katalogu >>>


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/dkk

Read Full Post »

Czytając książki, dość często możemy czytać nie tylko to, co zamierzył autor. Przykład kolejny dzisiaj…

molier1  – Ale, być może, wasza królewska mość raczy nam pozwolić na odegranie niewielkiej farsy? Jest to oczywiście zupełna błahostka, niegodna uwagi… Ale nie wiedzieć czemu prowincja ogromnie się z tego śmiała!…*

Tak było w Luwrze, w październiku 1658 roku. Wiele, wiele lat później egzemplarz sztuki Moliera został opatrzony stosownym zezwoleniem, aby prowincja nadal mogła się z tego śmiać: 10 marca 1951 r. urzędnik Prezydium Powiatowej Rady Narodowej zezwolił na rozpowszechnianie Moliera w powiecie oleskim, czego ślady są do dzisiaj na posiadanym przez bibliotekę egzemplarzu „Świętoszka”. Sądząc po numerze sprawy, Molier tego roku był 10. w kolejce po zezwolenie.

molier3molier2a

*Cytat za: Michał Bułhakow: Życie pana Moliera / przeł. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski. – Warszawa : Państ. Instytut Wydawniczy, 1968. – S. 93.


www.bibliosfera.olesno.pl

Read Full Post »

Dzisiaj 90. urodziny obchodzi Alina Janowska! Z tej okazji przypomnijmy ją w roli Balladyny w… muzykale* Jeremiego Przybory.

[Balladyna:] Pnąc się po zwłokach, bez zwłoki się wspięłam
tu, na wysokość tego oto tronu…

*Jeremi Przybora: Balladyna 68 / wg Słowackiego spłycił oraz uprzystępnił Jeremi Przybora // W: Teatr Nieduży / Jeremi Przybora. – Warszawa : Czytelnik, 1980. – S. 7-26

Jeremi Przybora: Teatr Nieduży


www.bibliosfera.olesno.pl

Read Full Post »

No i doczekaliśmy się pierwszego w tym roku numeru „Pamiętnika Literackiego”:

Pamiętnik Literacki 2013 z. 1

Pamiętnik Literacki 2013 z. 1

Na okładce nieprzypadkowo Miron Białoszewski – wewnątrz numeru Izabela Tomczyk* pisze o mało znanej formie działalności poety, jaką było filmikowanie, czyli tworzenie krótki scenek filmowych nagrywanych w domu na taśmie 8 mm. Przy okazji pojawia się temat ekfrazy (czyli dzieła literackiego będącego opisem innego dzieła sztuki).

*Opisać filmikowanie : „Eulalia” jako ekfraza filmiku „Napad na stacji” / Izabela Tomczyk // Pamiętnik Literacki. – 2013, z 1, s. 45-82.

Spis treści numeru jest tutaj >>>>


www.bibliosfera.olesno.pl

www.bibliosfera.olesno.pl/czytelnia

Read Full Post »

„Piję od tygodnia i myślałem, że jak posiedzę w bibliotece, to może wytrzeźwieję. – Pomogło? – Trochę. Tak mi się zdaje.”


Oprócz bibliotek realnych i wirtualnych są też biblioteki wymyślone. Wymyślone przez pisarzy, istniejące tylko w książkach. Powyższy dialog toczył się w bibliotece Gatsby’ego, do której dzisiaj zaglądamy….

The Great Gatsby 1st edW barze, do którego najpierw zajrzeliśmy, panował tłok, ale Gatsby’ego tam nie było. Jordan nie mogła go wypatrzyć ze szczytu schodów, nie było go też na werandzie. Wybraliśmy na chybił trafił jakieś okazałe drzwi i weszliśmy do wysokiej biblioteki w stylu gotyckim, wyłożonej angielską dębową boazerią i prawdopodobnie ze wszystkimi detalami przeniesionej tu z jakichś ruin za oceanem. Tęgi mężczyzna w średnim wieku, w ogromnych sowich okularach, porządnie wstawiony, siedział na brzegu stołu i usiłował skoncentrować wzrok na półkach z książkami. Gdy weszliśmy, odwrócił się gwałtownie i zmierzył Jordan spojrzeniem od stóp do głowy.

– Co pani sądzi? – spytał porywczo.

– O czym?

Ruchem ręki wskazał półki z książkami.

– O tym. Zresztą nie musi pani sprawdzać. Ja sprawdziłem. Są autentyczne.

– Książki?

Skinął głową. – Absolutnie prawdziwe: mają stronice i w ogóle wszystko. Myślałem, że to będzie tylko ładna, solidna tektura. Tymczasem są absolutnie prawdziwe, to fakt. Strona za stroną i… Proszę! Zaraz pani pokażę.

Stoddard's LecturesBył przekonany, że nie dowierzamy mu, więc rzucił się do półki i powrócił z pierwszym tomem „Wykładów Stoddarda”.

– Patrzcie – wykrzyknął tryumfalnie – to jest naprawdę zadrukowane! Ten facet to drugi Belasco! Wspaniałe! A jaki skrupulant! Jaki realista! I wie, kiedy się zatrzymać… nie porozcinał kartek. Ale czego chcecie? Czego się spodziewacie?

Wyrwał mi książkę i pospiesznie wstawił ją na miejsce mamrocząc, że jeśli usunie się jedną cegłę, to cała biblioteka może się zawalić.

– Kto was przyprowadził? – zapytał. – Czy po prostu przyszliście sami? Mnie tu przyprowadzono. Jak prawie wszystkich.

Jordan nie odpowiadając patrzyła na niego z żywym rozbawieniem.

– Mnie tu przywiozła niejaka pani Roosevelt – ciągnął dalej. – Żona pana Claude’a Roosevelta. Znacie ją? Poznałem ją gdzieś wczoraj wieczorem. Piję od tygodnia i myślałem, że jak posiedzę w bibliotece, to może wytrzeźwieję.

– Pomogło?

– Trochę. Tak mi się zdaje. Jeszcze nie mogę powiedzieć. Jestem tu tylko godzinę. Czy mówiłem wam o tych książkach? Są prawdziwe. Są…

– Mówił pan.

Z powagą uścisnęliśmy mu dłoń i wyszliśmy z powrotem na dwór.*

gatsby-stampO wydanej po raz pierwszy w 1925 r. książce F. Scotta Fitzgeralda będzie się jeszcze w tym roku mówić sporo. Wkrótce w księgarniach ukaże się nowe tłumaczenie powieści, którego dokonał Jacek Dehnel. W maju czeka nas premiera filmu z Leonardem DiCaprio. Film poprzedni, z Robertem Redfordem, był w 1974 r. olbrzymim sukcesem i wywołał falę mody retro, a wówczas owo retro oznaczało modę inspirowaną stylem lat 20. XX wieku.

*F. Scott Fitzgerald: Wielki Gatsby. Tł. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz. – Warszawa : Czytelnik, 1973, s. 46-57 [Fragm. rozdz. 3.]

 

Oprac. Antoni Bojanowski


W naszym katalogu:


www.bibliosfera.olesno.pl

Read Full Post »

DKKCiemna strona życia, ciemna strona człowieka, ciemna strona miasta – tak najkrócej scharakteryzowałabym powieści kryminalne wchodzące w skład tzw. trylogii lwowskiej Marka Krajewskiego – pisze Gabriela Kansik.

Wydarzenia rozgrywają się we Lwowie w latach trzydziestych XX wieku. To piękne polskie miasto jest widownią szokujących zdarzeń kryminalnych: brutalnych morderstw, okrutnych gwałtów, krwawych porachunków batiarów z półświatka. Zaplute uliczki, opuszczone zaułki, odrażające knajpy są scenerią poczynań Edwarda Popielskiego, komisarza Urzędu Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji Państwowej we Lwowie. Miasto piękne, ale w utworach ukazane ze swej chyba najgorszej strony. Z naturalistyczną prawdą szczegółu autor opisuje nędzę, zaniedbanie, odrażającą wręcz szpetotę miasta nocnych żuli, zboczeńców i perwersantów. Obok zaraz znajdują się opisy wspaniałych budynków, zachwycających swym czarem parków, ciekawych pomników, fontann, ulic. Za tym Lwowem tęskni panna Leokadia Tchorznicka w najgorszych chwilach swego życia, kiedy sponiewierana i odarta z czci chroni swego kuzyna przed „sprawiedliwością” Urzędu Bezpieczeństwa w powojennym Wrocławiu. Bo Wrocław to także sceneria przygód głównego bohatera powieściowego cyklu. Ten powojenny Wrocław. Zniszczony, rozkradziony, zdewastowany, zasiedlany przez uchodźców ze Wschodu. Także, jak Lwów, ciemny i brzydki. Także odpychający, ale brzydota tego miasta jest raczej następstwem wojny, a nie nieludzkiej często rzeczywistości każdego wielkiego miasta.

rzeki hadesuBo w powieściach Krajewskiego rozbudowana jest ta strona życia,  gdzie brak skrupułów, drugi człowiek liczy się tylko o tyle, o ile dzięki niemu można osiągnąć cel, gdzie nie obowiązują prawa ogólnie przyjęte przez społeczeństwo (choć ważny jest etyczny kodeks kryminalistów,  w którym dominującą jest troska o zachowanie honoru). Jest to świat, w którym zabicie człowieka jest aktem sprawiedliwości, w którym perwersja jest sposobem na lepszą egzystencję, w którym wykorzystywanie innych jest nakazane własnym  dobrem. Ten egoizm życiowy widzimy u ludzi niewykształconych i wykształconych, biednych i bogatych, z marginesu społecznego i z tzw. dobrych domów. Mordercą jest i kochający ojciec, i wybitny matematyk, zabija w imię sprawiedliwości czuły dziadek, niekochany syn, a nawet komisarz policji; zdolny do zadawania bólu, torturowania, gwałtów jest zarówno król świata przestępczego czy jego nędzny sługus, jak i  sprytny mecenas, sławny psychiatra, czy bogaty właściciel ziemski. Świat powieści Krajewskiego jest światem ujawniającym najgorsze instynkty, zatrważającą stronę osobowości ludzkiej.

Liczby CharonaCzłowiek jest nie tylko dobry, jest także zły. Taką prawdę odnajduję w powieściach wrocławskiego pisarza. Egoizm, pijaństwo, wykorzystywanie innych, zdolność do zabicia drugiego człowieka… Nieważne są motywy. Czasem są one bardzo szlachetne. Tym potworniejsze okazują się środki, za pomocą których dociera się do celu. Komisarz Popielski jest żywym przykładem dominacji ciemnych stron w każdym człowieku. Dobry, myślący policjant, dobry ojciec, kochający swą córkę, samotnie  wychowujący ją i pomagający w wychowywaniu wnuka, dobry członek rodziny, dający utrzymanie swej kuzynce, samotnej pannie, dobry przyjaciel i kolega.  Wydawałoby się – chodzący ideał. Ale jednak… To on wymaga dla siebie specjalnego traktowania w pracy, motywując to chorobą, to on nie potrafi podporządkować się zwierzchnikom, to on ma zawyżoną samoocenę. Nie ma czasu dla swej córki, lekceważy uczucia swej kuzynki, wykorzystuje przyjaciół. Nie liczy się z uczuciami innych. Potrafi znęcać się nad innymi psychicznie i fizycznie, potrafi uderzyć, a nawet zabić drugiego człowieka. Jest obżartuchem, za dużo pije, instrumentalnie traktuje kobiety. Ale pilnuje porządku w mieście! Lubi, gdy się go boją, jest zadowolony, bo wszyscy go znają. Małostkowość przy wybitnym intelekcie. Zamiłowania do łaciny i matematyki niejednokrotnie pomogły mu zarówno w śledztwie, jak i w życiu. Na pewno postać ciekawa, nietuzinkowa, bohater, który skłania do zastanowienia, którego ocenia się niejednoznacznie. I mimo iż wiele w nim zła, jednak ostatecznie opinia o nim jest pozytywna. Ujmuje pasją, w pracy i w życiu. Głęboko przeżywa, jest wrażliwy, jest ludzki. Pragnie idealnego świata, choć sam nie zawsze jest idealny. Zagadki, jakie rozwiązuje, często po latach, są ciekawe, ich wynik trudny do przewidzenia, zaskakujący. Czyż nie jest to element niezbędny dobrej powieści kryminalnej?

ErynieCykl lwowski to trzy tytuły: Erynie, Liczby Charona, Rzeki Hadesu. Erynie to powieść wydana w roku 2010. Jej akcja rozgrywa się we Lwowie w 1939. W maju tego roku zostały odnalezione okaleczone zwłoki trzyletniego Henia Pytki. Komisarz Popielski szuka zwyrodnialca, który znęcał się nad dzieckiem, okaleczył je i ostatecznie  zamordował.  Liczby Charona wydane w 2011 roku to kryminał z przemyślną intrygą matematyczną. Akcja rozgrywa się w 1930 r. we Lwowie. Giną bestialsko zamordowana 60-letnia Luba Bajdyk, wróżka i rajfurka lwowska oraz młoda prostytutka Lija Koch,  wreszcie matematyk Leon Bójko. I znów Edward Popielski, wykorzystując swą wiedzę matematyczną, wymierza sprawiedliwość. Rzeki Hadesu ukazały się w 2012 roku. Akcja rozgrywa się w dwóch planach czasowych: w roku 1946 we Wrocławiu oraz w roku 1934 we Lwowie. Niepełnosprawna umysłowo córka bossa przemytników zostaje uprowadzona i zgwałcona. Jej ojciec, chcąc ukarać winnego, nie cofa się przed niczym. Popielski znów walczy – by znaleźć i ukarać winnego, by uratować własną rodzinę. Udaje mu się to dopiero po wielu latach. Fabuła każdej z tych powieści jest frapująca. Kostium mitologiczny zachęca do przemyśleń. Erynie, zwane niekiedy – ku ich przebłaganiu – Eumenidami, a z łacińska  Furiami, to przecież  boginie i uosobienia zemsty (również kary, gniewu) za wszelką nieprawość.   A bohaterowie powieściowi gorąco pragną sprawiedliwości i robią wszystko, by stało jej się zadość. Żeby dostać się do krainy zmarłych, do Hadesu, jak wierzyli starożytni, trzeba było przeprawić się przez Styks. Swoją łodzią przewoził podróżnych przez rzekę ponury Charon. Oczywiście brał  opłatę za swoją pracę. Jeden z bohaterów powieściowych zabawił się w takiego Charona i „pomagał” ludziom dostać się na drugi brzeg podziemnej rzeki. W Hadesie oprócz Styksu płynęły jeszcze cztery inne rzeki: Acheron, Kokytos, Flegeton, Lete. W powieści jest mowa o trzech ostatnich. Flegeton  to w mitologii greckiej bóg i uosobienie rzeki Ognia, Kokytos to rzeka lamentu, a Lete – zapomnienia.  Wypicie wody z Lete miało powodować całkowitą utratę pamięci. Ogień nieszczęścia, lament człowieczy, a przy tym  dana każdemu boska umiejętność zapominania doznanych krzywd to przecież po prostu fabuła powieści Krajewskiego. Misterna intryga, powikłana akcja należą niewątpliwie  do mocnych stron jego kryminałów, ale atutem  tych utworów są też  bardzo przejrzysta kompozycja oraz prowadzona niezwykle konsekwentnie narracja.

Według mnie trylogia lwowska to swoisty majstersztyk literatury określanej jako popularna, a przy tym perełka w twórczości tzw. wysokiej, z jej różnorodnymi odwołaniami do mądrości  starożytnej kultury oraz głęboką znajomością człowieka i jego spraw.

Gabriela Kansik
Dyskusyjny Klub Książki
Oleska Biblioteka Publiczna

*Marek Krajewski: Erynie, Liczby Charona, Rzeki Hadesu (książki w naszym katalogu)


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/dkk

Read Full Post »

Older Posts »