Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘biblioteki w literaturze’

Na pierwszy dzień jesieni (w 2016 r. rozpoczyna się 22 września o godz. 10.20) jesienno-biblioteczny cytat z Brunona Schulza.

Jesień, jesień, aleksandryjska epoka roku, gromadząca w swych ogromnych bibliotekach jałową mądrość 365 dni obiegu słonecznego. O, te poranki starcze, żółte jak pergamin, słodkie od mądrości jak późne wieczory! Te przedpołudnia uśmiechnięte chytrze jak mądre palimpsesty, wielowarstwowe jak stare pożółkłe księgi!

Sanatorium Pod Klepsydrą

 

Ach, dzień jesienny, ten stary filut-bibliotekarz, łażący w spełzłym szlafroku po drabinach i kosztujący z konfitur wszystkich wieków i kultur! Każdy krajobraz jest mu jak wstęp do starego romansu. jakże się świetnie bawi wypuszczając bohaterów dawnych powieści na spacer pod to zadymione i miodne niebo, w tę mętną i smutną, późną słodycz światła! Jakich nowych przygód dozna Donkiszot w Soplicowie? Jak ułoży się życie Robinsonowi po powrocie do rodzinnego Bolechowa? […]
W ciszy tych dni głębokich i pięknych zmieniała się niepostrzeżenie materia listowia, aż pewnego dnia stały drzewa w słomianym ogniu całkiem zdematerializowanych liści, w krasie lekkiej jak kwiat plewy, jak nalot kolorowych confetti – wspaniałe pawie i feniksy, które wstrząsnąć się tylko muszą i zatrzepotać, ażeby strącić to świetne, lżejsze od bibułki, wylinione i niepotrzebne już pierze.

Jesienna biblioteka

* Bruno Schulz: Druga jesień. W: Sklepy cynamonowe ; Sanatorium Pod Klepsydrą. – Wyd. 4. – Kraków : Wydaw. Literackie, 1993. – S. 217-218.


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi

w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Reklamy

Read Full Post »

Współcześnie wyprawa do przedpokoju bez komórki w kieszeni ociera się o bohaterstwo, a na pewno jest rodzajem sportu ekstremalnego. Staliśmy się bardzo telefoniczni, nie wiadomo już, czy to my mamy telefon przy sobie, czy telefon ma przy sobie nas. W tej sytuacji warto przypomnieć o „Bajkach przez telefon„. W napisanej w 1962 r. książce Gianniego Rodariego podróżujący w interesach ojciec codziennie łączy się telefonicznie z domem, aby opowiedzieć córeczce bajkę na dobranoc. Pomysł wart wykorzystania przez współczesnych rodziców.

Przy okazji zwracamy uwagę na wątek biblioteczny zawarty w jednej z bajek: mysz z biblioteki zjada koty!, koty z obrazków, które są w książkach, ale wyłącznie w celach naukowych. Jak skończy się jej spotkanie z prawdziwym kotem, który spyta:

– A więc to ty jesteś tą myszą, która zjada koty? -Ja, Ekscelencjo… Alu musi mnie pan zrozumieć…. Stale przesiaduję w bibliotece. – Rozumiem, rozumiem. Zjadasz koty z obrazków, które sa w książkach. – Czasami, ale wyłącznie w celach naukowych.*

W naszej bibliotece dostępny jest egzemplarz książki Rodariego z pięknymi ilustracjami Ewy Salamon

. Oprac. Ant.B.

*Bajki przez telefon / Gianni Rodari ; przeł. Zofia Ernstowa ; il. Ewa Salamon. – Warszawa : Nasza Księgarnia, 1967.


www.bibliosfera.olesno.pl www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Read Full Post »

Cytat niespodziewany, bo bibliotecznego akapitu nie spodziewaliśmy się znaleźć w książce o łowcach fok.  Dowiedzmy się więc, dlaczego Allan ma taki łeb:

Il. Mieczysław Majewski

Il. Mieczysław Majewski

Następne kilka dni spędzili na włóczęgach po mieście i porcie. Dwa razy znaleźli przygodne zajęcia, ale wynagrodzenie było groszowe. Wydawali gotówkę pozostałą z pracy przy trawlerach.

Allan codziennie znikał na parę godzin.

— Interesy załatwia, w bibliotece siedzi — wyjaśnił Kid.

— W bibliotece? — zdziwił się Jack. — Po co?

— Jak to: po co? — obruszył się Jean. — Czyta. Ty wiesz, ile książek on przeczytał. Ma też swoje. Całe stosy. Trochę po ojcu, resztę kupuje.

— No! Nie zje, a kupi — potwierdził Fatty z podziwem i dezaprobatą. — Widziałeś te trzy skrzynki w melinie? Same książki.

— Dlatego ma taki łeb — oświadczył Kid. — Ja tam wolę coś dla gardła.

*Stefan Lubicz: Łowcy fok. – Wyd. 2. popr. – Warszawa ; Nasza Księgarnia, 1971. – S. 129-130.


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi
w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Read Full Post »

… czyli z bibliotecznych wspomnień pokolenia 30-latków.

Biblioteczno-wspomnieniowy fragment pochodzi z nowej książki wydawnictwa Latarnik – „Nie rozumiemy się bez słów” Jacka Sobczyńskiego. Jak pisze wydawca, jest to „historia przyjaźni łączącej dwójkę głównych bohaterów, od szalonych lat 90. aż po dzisiejsze czasy”.

Nie rozumiemy się bez słów[…] Dopiero Jasiek był osobą, z którą z własnej woli wybrałem się do biblioteki. Wcześniej odwiedzałem to miejsce tylko wtedy, gdy trzeba było schronić się przed deszczem. No dobrze, raz na jakiś czas robiłem przyjemność mamie i litościwie kartkowałem podsuwane przez nią książki. Niestety, nawet jej ukochana „Ania z Zielonego Wzgórza” nie wzbudziła we mnie entuzjazmu – jedyne, co zapamiętałem, to jakaś pierdolnięta ciotka głównej bohaterki, swoją drogą bardzo przypominająca mi matkę Jaśka.

No właśnie, matka Jaśka. Mój nowy przyjaciel miał pewien problem, ponieważ jego rodzicielka uznawała wyłącznie literaturę obowiązkową i pilnowała, żeby jej dzieci nie zawracały sobie głowy czym innym niż lekturami. Mieliście jednak okazję przekonać się, że Jasiek był rozbrajająco wręcz szczery, więc poproszenie o możliwość jednorazowego pożyczenia czterech (a nie trzech, jak było w regulaminie) tytułów tylko po to, żeby móc w tajemnicy przed matką przeczytać powieść dla młodzieży, skruszyło serca pań bibliotekarek. Przed wejściem do mieszkania chował zakazany tytuł w gacie, a następnie czytał go ukradkiem. Już wtedy wiedziałem, że to chore, ale nie mogłem temu zaradzić – co najwyżej pomóc, czyli wypożyczać mu książki na swoje konto. Jaśkowi zupełnie to wystarczyło. W przypływie radości obiecał, że stworzy dla mnie kanon tytułów, które muszę przeczytać. Nie ukrywałem, że niekoniecznie odbieram to jako wyraz wdzięczności.

– Jasiu, ale ja nie lubię książek – marudziłem.

– Te polubisz!

I jasna cholera, ten wypłosz miał rację. Płonąłem, wciągając się w intrygę „Do przerwy 0:1” (ten finał na zrujnowanych schodach!), „Wakacji z duchami”, „Wielkiej, większej i największej”, „Tajemnicy zielonej pieczęci” czy przygód Pana Samochodzika, Do dziś pamiętam łzę, która pojawiła się w moim oku podczas lektury „Czarnych okien”, i histeryczny śmiech towarzyszący książkom Edmunda Niziurskiego. Czytelnicza pasja zapędziła mnie nawet do Jeżycjady, która, wstyd przyznać, ale całkiem mi się podobała, głównie dlatego, że kojarzyłem miejsca, w których rozgrywa się akcja kolejnych części cyklu. Ale żeby zachować pozory, tłumaczyłem bibliotekarce, że pożyczam je dla siostry, a w domu chowałem książki Małgorzaty Musierowicz za szafę – tam, gdzie parę lat później miałem ukrywać pierwsze paczki papierosów. Matka była zachwycona. Często celowo przechodziła koło otwartych drzwi mojego pokoju, by sprawdzić, czy aby na pewno czytam. Oczywiście najbardziej wciągnęły mnie przygody Trzech Detektywów. Do tego stopnia, że razem z Jaśkiem i Jackiem z dwunastki – choć on był trochę na dostawkę, żeby zgadzała się liczba detektywów – dosłownie wcielaliśmy się w postacie bohaterów książek Hitchcocka. Wsiadaliśmy na rowery i jeździliśmy po osiedlu w poszukiwaniu zagadek do rozwiązania. Niestety, na osiedlu Kopernika nikt nie popełnił żadnej tajemniczej zbrodni, ale wciąż wierzyliśmy, że los jeszcze się do nas uśmiechnie.*

Nie musimy chyba dodawać, że wszystkie wymienione w tym cytacie książki są dostępne w Filii dla Dzieci.

*Nie rozumiemy się bez słów / Jacek Sobczyński. – Warszawa : Latarnik, 2014. – S. 36–37


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi
w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Read Full Post »

„Piję od tygodnia i myślałem, że jak posiedzę w bibliotece, to może wytrzeźwieję. – Pomogło? – Trochę. Tak mi się zdaje.”


Oprócz bibliotek realnych i wirtualnych są też biblioteki wymyślone. Wymyślone przez pisarzy, istniejące tylko w książkach. Powyższy dialog toczył się w bibliotece Gatsby’ego, do której dzisiaj zaglądamy….

The Great Gatsby 1st edW barze, do którego najpierw zajrzeliśmy, panował tłok, ale Gatsby’ego tam nie było. Jordan nie mogła go wypatrzyć ze szczytu schodów, nie było go też na werandzie. Wybraliśmy na chybił trafił jakieś okazałe drzwi i weszliśmy do wysokiej biblioteki w stylu gotyckim, wyłożonej angielską dębową boazerią i prawdopodobnie ze wszystkimi detalami przeniesionej tu z jakichś ruin za oceanem. Tęgi mężczyzna w średnim wieku, w ogromnych sowich okularach, porządnie wstawiony, siedział na brzegu stołu i usiłował skoncentrować wzrok na półkach z książkami. Gdy weszliśmy, odwrócił się gwałtownie i zmierzył Jordan spojrzeniem od stóp do głowy.

– Co pani sądzi? – spytał porywczo.

– O czym?

Ruchem ręki wskazał półki z książkami.

– O tym. Zresztą nie musi pani sprawdzać. Ja sprawdziłem. Są autentyczne.

– Książki?

Skinął głową. – Absolutnie prawdziwe: mają stronice i w ogóle wszystko. Myślałem, że to będzie tylko ładna, solidna tektura. Tymczasem są absolutnie prawdziwe, to fakt. Strona za stroną i… Proszę! Zaraz pani pokażę.

Stoddard's LecturesBył przekonany, że nie dowierzamy mu, więc rzucił się do półki i powrócił z pierwszym tomem „Wykładów Stoddarda”.

– Patrzcie – wykrzyknął tryumfalnie – to jest naprawdę zadrukowane! Ten facet to drugi Belasco! Wspaniałe! A jaki skrupulant! Jaki realista! I wie, kiedy się zatrzymać… nie porozcinał kartek. Ale czego chcecie? Czego się spodziewacie?

Wyrwał mi książkę i pospiesznie wstawił ją na miejsce mamrocząc, że jeśli usunie się jedną cegłę, to cała biblioteka może się zawalić.

– Kto was przyprowadził? – zapytał. – Czy po prostu przyszliście sami? Mnie tu przyprowadzono. Jak prawie wszystkich.

Jordan nie odpowiadając patrzyła na niego z żywym rozbawieniem.

– Mnie tu przywiozła niejaka pani Roosevelt – ciągnął dalej. – Żona pana Claude’a Roosevelta. Znacie ją? Poznałem ją gdzieś wczoraj wieczorem. Piję od tygodnia i myślałem, że jak posiedzę w bibliotece, to może wytrzeźwieję.

– Pomogło?

– Trochę. Tak mi się zdaje. Jeszcze nie mogę powiedzieć. Jestem tu tylko godzinę. Czy mówiłem wam o tych książkach? Są prawdziwe. Są…

– Mówił pan.

Z powagą uścisnęliśmy mu dłoń i wyszliśmy z powrotem na dwór.*

gatsby-stampO wydanej po raz pierwszy w 1925 r. książce F. Scotta Fitzgeralda będzie się jeszcze w tym roku mówić sporo. Wkrótce w księgarniach ukaże się nowe tłumaczenie powieści, którego dokonał Jacek Dehnel. W maju czeka nas premiera filmu z Leonardem DiCaprio. Film poprzedni, z Robertem Redfordem, był w 1974 r. olbrzymim sukcesem i wywołał falę mody retro, a wówczas owo retro oznaczało modę inspirowaną stylem lat 20. XX wieku.

*F. Scott Fitzgerald: Wielki Gatsby. Tł. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz. – Warszawa : Czytelnik, 1973, s. 46-57 [Fragm. rozdz. 3.]

 

Oprac. Antoni Bojanowski


W naszym katalogu:


www.bibliosfera.olesno.pl

Read Full Post »