Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Gabriela Kansik’

Czy wiedział, że go kochałem, że nadal go kocham?
Umył mi nogi…
A ja go zabiłem.
Oddałbym wszystko, żeby być celnikiem.
Samarytaninem.
Choćby rzymskim psem.

W „Leksykonie postaci biblijnych” czytamy: „Wielkie postaci biblijne, stanowiące ponadczasowe prawzory ludzkich charakterów i losów, dostarczały różnym okresom dziejowym tworzywa dla wyartykułowania ich swoistej, typowej dla danej epoki wizji świata”. Jedną z takich wielkich postaci biblijnych stał się Judasz. Gdyby zapytać o Judasza właśnie, z pewnością  uzyskalibyśmy odpowiedź, że był on jednym z apostołów Jezusa, tym uczniem, który go zdradził. Zarówno w ikonografii, jak i literaturze funkcjonuje najczęściej obraz Judasza, kształtowany już od starożytności i utrwalany w następnych wiekach, grzesznika, potępieńca, człowieka przeklętego, złoczyńcy i zdrajcy. Nic więc dziwnego, że w języku polskim wyraz „judasz” przybiera znaczenie „człowiek fałszywy, podstępny, obłudny; zdrajca”, a „judaszowskie (judaszowe) srebrniki” to w powszechnym rozumieniu „zapłata otrzymana za zdradę”. Tosca Lee, amerykańska pisarka współczesna, w swej powieści z 2016 roku przedstawiła postać nowotestamentowego Judasza w nieco odmiennym świetle. Nie zmieniła oczywiście faktów: Judasz  wydaje Jezusa na śmierć. Autorka jednak stara się rozwiązać zagadkę pobudek tego czynu, stara się odpowiedzieć na pytanie, co bohaterem tak naprawdę kierowało. W powieści występują oczywiście także inne postaci biblijne, przede wszystkim interesująco przedstawiony został Jezus, syn Marii. Jednak najważniejszą osobą jest bohater tytułowy.

Powieść wpisuje się więc w ogólną dyskusję dotyczącą kwestii winy i kary oraz motywów ludzkiego postępowania. Przecież znany z wielu utworów Judasz Iskariota to nie zawsze bezwzględny, pozbawiony skrupułów mitoman i materialista, człowiek o destrukcyjnej osobowości, swoiste wcielenie szatana. Znamy go także jako człowieka samotnego, wyalienowanego, nieszczęśliwego i cierpiącego, słabego i uległego, próbującego mierzyć się z wielkością swego Mistrza, znamy go jako żydowskiego patriotę mającego Jezusowi za złe fakt, iż nie wywołał ogólnego zrywu powstańczego, czy jako erotycznego potwora, walczącego o uczucia kobiety z samym Chrystusem. Pytania o pobudki działań Judasza odnajdujemy także w powieści T. Lee. Kreśli ona ciekawy wizerunek tej kontrowersyjnej postaci, wizerunek, który przemawia do czytelnika. Tym bardziej jest on prawdziwy, że autorka narratorem uczyniła samego bohatera. Pierwszoosobowa narracja uwiarygodnia decyzje Judasza, a także wpisuje je w rzeczywistość historyczną. Przecież bohater opowiada o czasach, w których żył!

(więcej…)

Read Full Post »

Z pewnością po lekturze „Szczęśliwej ziemi” potwierdzić mogę potęgę wyobraźni autora, jej wielką moc sprawczą. Książka pozostaje w pamięci.

Kwietniowe spotkanie naszego Klubu poświęcone było prozie Łukasza Orbitowskiego, polskiego pisarza, autora powieści i opowiadań. Wśród jego powieści – sześciu, jak dotąd – jest „Szczęśliwa ziemia”. Z tą właśnie książką się zapoznałam. I ta jedna książka świadczy o tym, iż Orbitowski to, moim zdaniem, pisarz nietuzinkowy, który potrafi nie tylko powiedzieć coś ciekawego o życiu, ale także wstrząsnąć czytelnikiem i zmusić go do refleksji egzystencjalnych.

Dariusz Nowacki napisał o nim, że jest to: Pisarz wielkiej pracowitości i jeszcze większej wyobraźni. Z pewnością po lekturze „Szczęśliwej ziemi” potwierdzić mogę potęgę wyobraźni autora, jej wielką moc sprawczą. Książka pozostaje w pamięci.

Powieść została zatytułowana „Szczęśliwa ziemia”. Przekorny tytuł… Czy szczęśliwa ziemia na pewno jest szczęśliwa? Wydarzenia rozgrywają się na Dolnym Śląsku, w niewielkim, zapyziałym miasteczku o wdzięcznej nazwie Rykusmyku. Narrator, powiedziałabym główny (bo w powieści narratorów jest kilku), Szymon, opowiada o życiu jego mieszkańców, ale przede wszystkim przedstawia życie swoje i swoich najbliższych kolegów. Mówi o pragnieniach, dążeniach i oczekiwaniach młodych ludzi, ich jawnych i skrytych nadziejach. Gdy chłopcy mają po dziewiętnaście lat, schodzą w podziemie zamku na spotkanie z bykiem, by wytańczyć własną szczęśliwą przyszłość.

Ale Każde życzenie ma swoją cenę… (jak stwierdza autor). W podziemiach, już na zawsze, pozostaje jeden z ich kolegów. Przyjaciele muszą budować swoją przyszłość z balastem tragicznego wydarzenia. Ich życzenia o miłość, zdrowie, wolność, bogactwo w zasadzie się spełniają, aczkolwiek… No właśnie. Jest owo „ale”. Żaden z bohaterów nie jest szczęśliwy. Autor zadaje pytanie o sens życiowych zmagań. Po co to wszystko? Te próby ułożenia sobie życia, poszukiwanie zadowolenia i spełnienia zarówno na dolnośląskiej prowincji, jak i gdzieś daleko – w Kopenhadze, Warszawie, Krakowie, Berlinie? Zabiegi bohaterów, by ułożyć sobie życie, kończą się fiaskiem. Nie zaznają oni satysfakcji. Nie jest szczęśliwy ani Szymon, który pozostał, ani pozostali, którzy wyjechali. Wracają oni do rodzinnego miasteczka, do własnego byka. Autor stwierdza: Nieszczęścia innych są naszym pocieszeniem. Współczujemy innym, ale rozczulamy się nad sobą. Bohaterowie znów są razem, znowu pragną spotkać się z bykiem i wytańczyć kolejne „łaski”…

Powieściowy byk to istota niezwykle tajemnicza. Urasta do rangi symbolu, niezwykle obrazowego i nośnego.

Byk – jak samo Życie. Idziemy w nie z ufnością, delektujemy się jego siłą. Zmagamy z jego przeciwnościami. Często nas zaskakuje, ale mimo to wychodzimy mu naprzeciw, staramy się je obłaskawić, by dało nam to, czego pragniemy. A ono jak ów powieściowy byk – daje… Ale zawsze żąda czegoś w zamian. Ofiary. I ostatecznie pozostawia pustkę wokół. I choćby się robiło wszystko, by ją zapełnić, ona pozostaje. I wreszcie prosi się już tylko o to, by byk odszedł. I pragnie się zanurzyć w błogosławionym niebycie, ciszy nicości, raju śmierci.

I znów owa przekora… Na czym polega sens życia? Orbitowski odpowiada na to pytanie jednoznacznie. Posłużył się motywem Byka – Życia…

Najpierw prosi się byka o dary, kupuje się własne życzenia. I byk je spełnia. Spełnia, ale zawsze inaczej niż się chciało. Więc wypowiada się następne życzenie. Znów okupione utratą kogoś, czegoś… I tak ciągle. Ciągła walka z bykiem, która ostatecznie prowadzi do jednego marzenia Chcę, żebyś zostawił nas w spokoju. I byk odchodzi. I po co to wszystko? Marzenia, pragnienia, cele, zamierzenia, zabiegi i ofiary? Byk jest potężny, silny, wszechmocny. Zawsze zwycięży, bo zawsze człowiek coś mu da z siebie samego. A człowiek chce ciągle więcej i więcej… Więcej chce, zdecydowany jest więc więcej oddać. Dlaczego?

Mądra książka. I bardzo smutna. Polecam.

Gabriela Kansik
Dyskusyjny Klub Książki
Oleska Biblioteka Publiczna

*Szczęśliwa ziemia / Łukasz Orbitowski. Kraków : Sine Qua Non, 2013. >>>>


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi

w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Read Full Post »

Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi
a ziemia trwa po wszystkie czasy.”
(Księga Koheleta)

            Drach. Co znaczy „drach”? Skąd to słowo? To pytanie nasunęło mi się jeszcze przed lekturą powieści Szczepana Twardocha, współczesnego polskiego publicysty i pisarza, autora „Morfiny” i wydanego w ubiegłym roku „Króla”. Chcąc uzyskać odpowiedź na moje pytanie, sięgnęłam po książkę. Interesującą, choć wymagającą. Okazuje się, że Drach to potwór, smok, krwiopijca i pożeracz ludzkich ciał, tym bardziej przerażający, że choć wszechwieczny i wszechwiedzący, to wciąż beznamiętny, obojętny i nieczuły. Można go kojarzyć – tak mi się wydaje – z Ziemią, można z Historią, można z Czasem… Przy tym Drach to filozof szukający odpowiedzi na pytania o sens życia, o dzieje duszy ludzkiej po śmierci człowieka, o istotę człowieczeństwa.  Drach to stoik i cynik jednocześnie, ten, który zna Przeszłość i Przyszłość, a prezentuje w sposób chłodny i wyważony Teraźniejszość. Teraźniejszość trwającą w tym, co już minęło i w tym, co dopiero nadejdzie… W „Księdze Koheleta” czytamy: „To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie, więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem”. Podobne pojmowanie czasu dostrzec można w powieści „Drach”. Utwór wydany został w grudniu 2014 roku. Autor otrzymał za nią Nagrodę Fundacji im. Kościelskich. Powieść znalazła się też w finale Nagrody Literackiej Nike.

  Tytułowy Drach wizualizuje pewien wycinek rzeczywistości wyjęty jakby przypadkowo z trzewi jego jestestwa i buduje historię kilku pokoleń rodzin Magnorów, Czoików, Bielów, Gemanderów, a także innych mieszkańców podgliwickich miejscowości. Bezosobowo prowadzona narracja pozwoliła na obiektywizację ukazywanego świata przedstawionego, na bardzo suche relacjonowanie trudnych losów ludzi pogranicza. „W tym samym czasie, tylko dziewięćdziesiąt trzy lata wcześniej…” –  to sformułowanie w różnych wariantach powtarzające się w powieści  podkreśliło analogię problemów egzystencjalnych w różnym czasie, ukazało ciągłość losów ludzkich w ich zmienności i tylko pozornej ich inności. Bardzo spodobał mi się ten sposób narracji, heroizujący wielkość trudu człowieka i znikomości jego możliwości wobec nieuniknioności śmierci. Za „Księgą Koheleta” można zapytać: „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?”.

Powieść „Drach” przedstawia zwykłe dzieje zwykłych ludzi, obywateli Górnego Śląska. Codzienność mieszkańców pogranicza polsko-niemieckiego nierozłącznie związana była z poszukiwaniem własnej tożsamości i przynależności narodowej, ale przede wszystkim z dokonywaniem trudnych wyborów życiowych. Polskość, niemieckość, śląskość to pojęcia, które jak bumerang wracają w tej książce. Udało się autorowi pokazać, że tak naprawdę ważne decyzje podejmowane były w różnorodny sposób, świadomy, lecz równie często nieuświadomiony, raczej intuicyjny, podświadomy, a nawet zupełnie przypadkowy. Wielka Historia wchodziła w życie zwykłych ludzi i zmuszała, nie pytając ich o zdanie, do udziału w niej. Josef Magnor to niemiecki żołnierz pierwszej wojny światowej oraz polski powstaniec. Jest Ślązakiem, Niemców nie nienawidzi. Wojciech Czoik jest Ślązakiem, ale Niemców nienawidzi. „Ma trzech starszych braci – Ericha, Friedricha i Heinricha, i z całej czwórki tylko on został Polakiem”, „bo tak sobie postanowił”. Gela Czoik, później Magnor, doskonale wiedziała, że o niektórych sprawach się nie mówi i mówić nie wolno. Nikodem Gemander, przedstawiciel najmłodszego pokolenia, już zupełnie nie rozumiał, o co chodzi z tą polskością czy niemieckością, a gwarę śląską po trosze tylko znał. Pogmatwane koleje życiowe bohaterów naznaczone są tragizmem, bo tragiczna była dola pogranicza śląskiego, gdzie należało udowadniać własną polskość lub niemieckość w zależności od okoliczności i chwili.

(więcej…)

Read Full Post »

Henry James (1843-1916) to pisarz amerykański, krytyk i teoretyk literatury, określany dziś jako reprezentant realizmu psychologicznego oraz prekursor nowoczesnej dwudziestowiecznej powieści. Jego twórczość zapowiadała m.in. takie zjawiska, jak strumień świadomości czy nouveau roman. Pochodził z nowojorskiej rodziny intelektualistów (ojciec był filozofem i teologiem, brat – wybitnym filozofem). Zafascynowany Europą w zasadzie spędził w niej całe dorosłe życie. Dwa odmienne światy, Ameryki i Europy, opisywał James w swoich utworach, szczególnie tych z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Swoją drogą ciekawa jest owa fascynacja europejskością i Europą (pisarz mieszkał w Rzymie, Paryżu, by ostatecznie osiąść w Londynie). Poszukiwanie innego miejsca do życia to chyba zjawisko powszechne, i teraz, i wtedy. Henryk Sienkiewicz, polski pisarz realista, trzy lata tylko młodszy od Jamesa, wędrował m.in. po Ameryce, by tam odnaleźć twórcze aspiracje. Szukał ich w tej samej dalekiej Ameryce, którą James uznał za niezbyt przychylną dla wszelkich działań artystycznych. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Być może… Twórczość Henry’ego Jamesa dzieli się obecnie na trzy okresy. Utwór „Echo” pochodzi z okresu pierwszego (lata 70-te i 80-te XIX wieku), gdy James podejmował tematykę konfrontującą amerykański styl życia z europejskością.

Wiek XIX… Dla nas dzisiaj – anachroniczny. Niby niezbyt odległy, a jednak tak bardzo nieprzystający do współczesności. Przede wszystkim w sferze mentalnej. Trudno nam obecnie zrozumieć sposób myślenia ludzi tej epoki, pojąć ich obyczajowość, sposób interpretowania zastanej rzeczywistości. Nawet rozumiejąc odmienność warunków życia, wychowania, dziwią czytelnika naszego wieku wątpliwości natury moralnej, z jakimi zmagali się wtedy mieszkańcy Paryża czy Nowego Jorku… Wydaje się dzisiaj nieprawdopodobne, jak odmienny był wówczas pogląd na rolę kobiety w społeczeństwie, jak inne było podejście do sprawy zawierania małżeństw, nierówności społecznej, mezaliansu… Stykając się z książkami Jamesa, uświadamiamy sobie ponadto, jak odmienny już wtedy był świat starej skostniałej Europy i zamorskiej  „nowej” Ameryki…

„Echo” to ciekawy przykład zetknięcia się tych dwu światów w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Do Paryża przyjeżdża bogata rodzina amerykańska. Ojciec i dwie córki. Starsza – niezbyt urodziwa – przyjmuje rolę opiekunki swej młodszej pięknej siostry. Rolę przewodnika obu sióstr po pełnym cudów mieście świateł pełni dziennikarz – europejski korespondent „Echa” – amerykańskiego brukowca, jak powiedzielibyśmy dzisiaj – George Flack.

(więcej…)

Read Full Post »

Twórcą pojęcia „arche” jako zasady bytu, początku, źródła wszechrzeczy był filozof grecki Anaksymander z Miletu żyjący na przełomie VII i VI wieku p.n.e. Owego arche szukali starożytni filozofowie przyrody, obserwując świat i zjawiska w nim zachodzące. Tales z Miletu (VII/VI p.n.e.) twierdził, że początkiem wszechrzeczy jest woda, Anaksymenes z Miletu (VI p.n.e.) uważał, że to powietrze pełni tę rolę, Heraklit z Efezu (VI/V p.n.e.) upatrywał arche w ogniu, a Ksenofanes z Kolofontu (VI/V p.n.e.) dowodził, że zasadą bytu jest ziemia. Odmienne te stanowiska starał się pogodzić Empedokles z Akragas żyjący w Vwieku p.n.e. Głosił, że arche tworzą cztery żywioły świata: woda, powietrze (eter), ogień i ziemia. Teoria Empedoklesa zakładała, że z mieszaniny czterech podstawowych – wiecznych i niezmiennych – składników („korzeni”), czyli „pierwiastków wszechświata” rodzą się bardziej złożone formy materii podlegające procesom powstawania i rozpadu, mieszania się i wymiany tego, co pomieszane.

    Do teorii Empedoklesa nawiązała Katarzyna Bonda, najpopularniejsza autorka powieści kryminalnych w Polsce – jak głosi informacja na skrzydełku okładki Lampionów. Jest ona autorką serii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”, w skład której wchodzą tytuły: Pochłaniacz, Okularnik, Lampiony oraz Czerwony pająk. W swej tetralogii kryminalnej pisarka zastosowała podobną technikę jak starożytny filozof – połączyła w jedność żywioły rządzące światem i życiem głównej bohaterki: eteryczność zapachu (Pochłaniacz), krwiożerczość ziemi (Okularnik), bezwzględną ostateczność ognia (Lampiony) oraz wodę (jeszcze nieokreśloną – bo część czwarta dopiero się tworzy). Przy czym słowem-kluczem jest tu pojęcie: mieszanina… Życie bowiem głównej bohaterki cyklu powieściowego to melanż dobrych i złych chwil, wzlotów i upadków, mądrych wyborów i nieprzemyślanych decyzji… Jak, wydaje się, życie każdego człowieka…

Sasza Załuska to kochająca mama kilkuletniej córeczki Karoliny (w powieści Lampiony Karolinka ma lat dziewięć), kobieta zagubiona, próbująca uporządkować swoje życie osobiste, znaleźć miłość i stabilizację. Jest to osoba bardzo silna, potrafiąca walczyć z przeciwnościami losu i własnymi demonami, wyleczona alkoholiczka, jednostka zdeterminowana, wytrwała i konsekwentna. Jest również utalentowaną profilerką przygotowującą portrety psychologiczne zbrodniarzy, bezwzględną i bezkompromisową w swej walce ze złem, wreszcie to pracowita, obowiązkowa i nieugięta w realizowaniu zamierzeń profesjonalistka pracująca w policji. Jest wrażliwa i bezkompromisowa, ambitna, twarda, a przy tym niepewna własnych wyborów, jest nieokiełznana jak sama natura jest nieprzewidywalną, a przez to jest postacią bardzo interesującą. I prawdziwą. W trzeciej części cyklu jej sytuacja życiowa wydaje się stabilizować. Łapie drugi oddech… Otrzymuje nowe zadanie do wykonania. I wyjeżdża do Łodzi.

(więcej…)

Read Full Post »

Miło nam poinformować, że główną nagrodę w całorocznym konkursie na recenzję pt. „Klubowicze do klawiatur!” za rok 2016 otrzymuje Pani Gabriela Kansik z DKK w Oleśnie. Jury składające się z pracowników Instytutu Książki postanowiło przyznać nagrodę klubowiczce z województwa opolskiego za pogłębione spojrzenie na czytane przez siebie lektury wyrażające się w starannych i przemyślanych recenzjach.*


Gratulujemy!
Czytelników zapraszamy do przypomnienia sobie nagrodzonych recenzji
– klik: http://bit.ly/2mPMZdq

*Informacja Instytutu Książki o wynikach konkursu


www.bibliosfera.olesno.pl
www.bibliosfera.olesno.pl/katalogi

w.bibliotece.pl/community/libraries/oleskabp

Read Full Post »

Ilona Wiśniewska, urodzona w 1981 roku prószkowianka spod Opola, z zawodu polonistka i fotografka, związała swe życie z Norwegią, z północną Norwegią. Od 2010 r. mieszka na Spitsbergenie, rodzina jej męża – Birgera Amundsena – pochodzi z Finnmarku, północno-wschodniej części  ojczyzny Nansena. O tych miejscach, znanych Wiśniewskiej z autopsji, opowiadają napisane przez nią do tej pory książki. A napisała ich dwie… Pierwsza z nich to reportaż zatytułowany „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”. Za tę książka (ukazała się w 2014 roku) autorka została nominowana do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej i do tytułu Kobiety Roku 2015 w plebiscycie portalu wp.pl. Druga książka, opatrzona tytułem „Hen. Na północy Norwegii”, wydana została przez Wydawnictwo „Czarne” w 2016 roku. Wiśniewska na co dzień współpracuje z „Polityką”, regularnie publikując na jej łamach swoje reportaże, oraz z pismami podróżniczymi.

Hen„Hen. Na północy Norwegii” to historia największego okręgu administracyjnego Norwegii, rozciągającego się w północno-wschodniej części tego kraju graniczącego od południa z Finlandią, od wschodu z Rosją, a od zachodu z norweskim okręgiem administracyjnym Troms. Przedstawiając miejsce, które uczyniła bohaterem swego reportażu, autorka stwierdza: „Dla przyjezdnego Finnmark to największy i najrzadziej zaludniony region Norwegii, rozciągnięty wzdłuż wybrzeża Morza Barentsa, za kołem podbiegunowym. (…) Finnmark to pięć fiordów … (…) Finnmark to garstka ludzi, ryby i renifery, kamień na kamieniu, bezwzględne morze, zimne lato, surowa zima i wiatr, który mąci świadomość.” Finnmark to także, jak dowiedzieć się można w trakcie lektury, swoisty tygiel narodowościowy: mieszkają tam Norwegowie, ale przede wszystkim Saamowie, Kwenowie, Finowie, Szwedzi, Pomorcy, kolscy Norwedzy, którzy wrócili z kolonizacji rosyjskiej strony granicy oraz przybysze z obcych krajów (bardziej lub częściej!  mniej serdecznie przyjmowani przez „miejscowych”). Książka o Finnmark opowiada więc o ludziach – twardych, zahartowanych, nieufnych wobec obcych, o okrutnej często, choć urokliwie egzotycznej północnej przyrodzie, o  trudnej teraźniejszości i tragicznej przeszłości tej krainy. Podzielona jest na trzy części. Bohaterem pierwszej uczyniła autorka Iberta Amundsena, 90-letniego tuziemca. Życie jego i jego rodziny obrazuje los mieszkańców całego regionu. Druga część poświęcona została historii rdzennej ludności tych obszarów, czyli Saamom (lub jak chcą Szwedzi – Lapończykom). Trzeci rozdział przedstawia bardzo trudną, rzec można nawet beznadziejną współczesność Finnmarku.

(więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »